www.niepelnosprawni.plStrona główna forum
forum.niepelnosprawni.pl - Nie jesteś zalogowany
Strona główna forum Regulamin i pomoc Szukaj Rejestracja Logowanie
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / BARIERY architektoniczne i nie tylko / Jasna Góra niedostępna dla niepełnosprawnych (643 - wyświetleń)
- Autor Dynia Dodany 2018-11-29 18:50
Długo się zbierałam do napisania tego wszystkiego ale niestety nikt nie jest zainteresowany tematem, dlatego postanowiłam napisać na forum, żeby ostrzec każdego niepełnosprawnego, który by chciał wybrać się do Częstochowy. Napisałam do kilku wydawnictw, które wydają gazety katolickie i do Integracji ponad miesiąc temu, dokładnie opisując problem - zero odpowiedzi.
Będzie długo, za co z góry przepraszam, ale nie mogę i nie chcę potraktować tematu po macoszemu.

W październiku pojechałam na pielgrzymkę dziękczynną z grupą pielgrzymów z mojej parafii  do Częstochowy. Do wyjazdu przygotowywałam się od dłuższego czasu.  5 lat temu choroba pozbawiła mnie 90% wzroku, a w zeszłym roku posadziła na wózek. W tym roku, gdy tylko usłyszałam od księdza z ambony, że będzie taka pielgrzymka nie wahałam się ani chwili. Uznałam, że to może być ostatni moment, kiedy mogę jeszcze raz zobaczyć Cudowny Obraz i poczuć to, co czułam będąc w Częstochowie z moim dziadkiem, jako kilkuletnie dziecko.

Nie zraził mnie autobus, którym jechaliśmy i do którego musiałam się wczołgać po schodach. Ani padający od samego rana ulewny deszcz. Wszystko miałam wkalkulowane, przynajmniej tak mi się wydawało.

Gdy przybyliśmy na miejsce, do Domu Pielgrzyma, nadal padało. Tutaj zaczęły się pierwsze schody. Pokój na parterze okazał się pokojem na półpiętrze. Żeby się do niego dostać trzeba było pokonać schody. Był przy nich zrobiony prowizoryczny podjazd o kącie skoczni narciarskiej. Mąż, który również jest niepełnosprawny, ale chodzący, bardzo się namęczył żeby mnie pod niego wepchnąć. Dałam mu więc trochę odpocząć, ale już bardzo nalegałam żeby iść „na miasto”. Tak bardzo nie mogłam się doczekać… Droga do kościoła okazała się dla mnie niedostępna – remont. Trzeba było objechać wszystko naokoło, bardzo dużym objazdem, lawirować pomiędzy zaparkowanymi na chodniku samochodami i potężnymi dziurami w nawierzchni. Większość sklepów z dewocjonaliami okazała się dla mnie również niedostępna. Niestety, nasza grupa pielgrzymów chodziła wszędzie razem, my musieliśmy osobno, bo przeze mnie musieliby nadkładać sporo drogi. Ale i tak cieszyłam się, że nie jestem sama i w końcu nie dla integracji z pielgrzymami tutaj przyjechałam, mąż od lat mówił, że chciałby jeszcze raz pojechać do Częstochowy. Wiedziałam, że bardzo tego chce i chciałam mu trochę wynagrodzić te 5 lat opieki nade mną. 

Byliśmy odwiedzić źródło św. Barbary mimo padającego deszczu. Na godzinę 16stą była zaplanowana Droga Krzyżowa. Niestety ze względu na padający deszcz nasz proboszcz podjął decyzję, że nie odbędzie się ona na wzgórzach. Trochę żałowałam, bo chciałam zobaczyć piękne figury, którymi zachwycał się mąż, a których nie byłam w stanie zobaczyć z daleka ze względu na słaby wzrok. Humorek był i obiecałam sobie, że tego dnia nic i nikt mi nie zepsuje. Tia...

Aby dojść do miejsca, w którym miała się odbyć Droga Krzyżowa, musieliśmy wraz z mężem pokonać 3x schody. Raz prowadziły w dół żeby z chwilę znowu wdrapywać się na górę. Takie budownictwo. Cóż... Mąż od dawna cierpi na bóle kręgosłupa związane z ciągłym dźwiganiem mnie, a tego dnia dostał naprawdę trudną lekcję… Widząc jak cierpi zrodziła się w mojej głowie decyzja, że zapewne nie przyjdę już na godzinę 20stą na Mszę ani Apel Jasnogórski. Jakby intuicja podpowiadała mi już wtedy, że ten dzień nie skończy się dobrze. W kościele pomogła nam młodzież, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Chociaż już wtedy czułam wstyd jeszcze się trzymałam, a w czasie Drogi Krzyżowej modliłam się o dar cierpliwości i pokory.

Po skończonej Drodze Krzyżowej oddaliliśmy się od naszej grupy. I to był błąd. Mąż za wszelką cenę chciał mi pokazać Cudowny Obraz, ale akurat trwała Msza i przekonałam go, że przecież jeszcze tutaj przyjdzie. Już nie pozwoliłam mu dźwigać mnie pod schody, tylko wczołgałam się pod nie na pupie. Byłam smutna… Bardzo smutna, że w tak ważnym dla katolików miejscu nikt nie pomyślał o niepełnosprawnych.

Gdy dotarliśmy do Domu Pielgrzyma męża już bardzo bolało, brał tabletkę za tabletką a ja już wiedziałam, że nie powinnam mu sprawiać dodatkowego cierpienia i balastu. Dlatego gdy przyszła godzina na wyjście do kościoła powiedziałam, że nie idę. Oburzył się i poszedł po jednego z naszych księży, który zaczął mnie przekonywać, że mam się zastanowić dla kogo i po co tutaj przyjechałam. Uniosłam się ponad wszystko i zgodziłam na wyjście. Nikt jednak nie myśli, że w takich momentach jesteśmy zdani sami na siebie i to na męża spada dźwiganie mnie i pomoc. Próbowałam go jeszcze przekonać, że będzie go bolało i miałam jakieś naprawdę złe przeczucia. Nie posłuchałam głosu rozsądku, który mówił mi żeby zostać w pokoju. I przyszło mi za to zapłacić słonymi łzami.

Gdy dotarliśmy wreszcie okrężną drogą do kościoła okazało się, że jeszcze trwa poprzednia Msza. Musiałam znowu zczołgać się ze schodów. Postaliśmy z tyłu żeby nie przeszkadzać i nie przepychać się przez pielgrzymów. Mieliśmy nadzieję, że gdy Msza się skończy spora część ludzi odejdzie i zrobi miejsce. Gdy tylko to się stało strażnicy (ochrona?) zamknęli kratę. Ludzie zgromadzili się pod tą kratą czekając na moment jej otwarcia. My też podjechaliśmy. Niestety za kratą był potężny stopień do pokonania. Już po paru sekundach ludzie otoczyli mnie tak szczelnie, że nie miałam ani możliwości jakiegokolwiek manewru wózkiem ani nawet oddechu. Gdy tylko strażnicy otworzyli kratę tłum ludzi zaczął się kłócić i przepychać, kto będzie stał najbliżej Obrazu. Byłam w szoku… Starzy ludzie pchali się, uderzali mnie z łokci po głowie, usiłowali przesunąć mój wózek, obijali się o mnie nie zważając na to, że coś mogą mi zrobić. Tylko młodzież stała z boku i nawet nie próbowała brać udziału w tej bitwie. Łzy mi leciały ciurkiem po twarzy. Błagałam męża żeby się razem ze mną wycofał, bo bałam się, że zrzucą mnie z wózka. Ale mąż był uparty. Ten jeden stopień do pokonania na tyle nas spowolnił, że nie było już dla nas miejsca. Gdy jedna osoba zajęła miejsce siedzące natychmiast „zaklepywała” te obok siebie jako „zajęte”. To było straszne. Mąż w końcu poddał się i wycofał przed ten jeden, niedostępny dla mnie stopień.

Wierzcie mi, z niejednym zachowaniem i dyskryminacją ludzi już się w swoim życiu spotkałam, ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że starzy ludzie w kościele, pod Świętym Obrazem zachowają się jakby otworzyli dodatkową kasę w Biedronce. Do tego podczas rozdawania Komunii Św. ksiądz, i to mojej parafii, ominął mnie jak największą grzesznicę nie dając mi komunii. Mąż krzyczał za nim, że ja też chcę przyjąć komunię. Jeden ze schodzących do wiernych księży był straszne zdenerwowany na panujący tłok i wyżył się na mnie krzycząc, że gdzie ja stanęłam i blokuję mu drogę. A ja nie mogłam się ani trochę przesunąć bo nie miałam możliwości manewru wózkiem. To dopełniło kielich goryczy. Płakałam tak mocno… po cichu… ze skuloną głową, oczami wbitymi w posadzkę. Nie mogłam powstrzymać łez, nie mogłam się skupić na modlitwie. Czułam się taka gorsza, odrzucona, niemile widziana… niegodna aby tam być. Nie chciałam żeby ktokolwiek zobaczył, że płaczę ale teraz, z biegiem czasu, myślę, że może trzeba było płakać głośno, wręcz wyć, żeby wszyscy widzieli i słyszeli, być może wtedy by się opamiętali.

Niestety nie był to koniec przepychanek. Oprócz naszej pielgrzymki była także pielgrzymka z Warszawy i Dęblina. Po skończonej Mszy, przed Apelem Jasnogórskim miałam nadzieję, że uda nam się podejść pod Obraz chociaż na minutę i jakoś ukoi się mój ból gdy zobaczę Matkę Bożą. Niestety strażnicy zamknęli wejście sznurem żeby nikt więcej nie wszedł. Ale ludzie wchodzili, pochyleni, bo ten sznur nie stanowił dla chodzących żadnej przeszkody. Dla mnie był już przeszkodą nie do pokonania. Gdy zaczął się Apel było jeszcze bardziej tłoczno niż na Mszy i wtedy zrozumiałam, że Cudownego Obrazu już nie zobaczę… Na wysokości moich oczu i podczas Mszy i Apelu widziałam tylko tyłki innych ludzi i nic więcej. Zaczęło mi się robić słabo, nie tylko dlatego, że nie miałam czym oddychać, ale zapewne też nerwy zrobiły swoje. Myślałam tylko o tym, że chcę stamtąd wyjść. Wiedziałam, że dla mnie już jest po pielgrzymce. Nocne czuwanie z naszą wspólnotą parafialną od samego początku nie wchodziło w grę. Ze względu na moją chorobę i przyjmowane leki zarwanie nocy nie było możliwe. Wybłagałam męża żeby mnie stamtąd zabrał. Całą drogę powrotną do Domu Pielgrzyma łzy same leciały mi po policzkach. Potem znowu błagałam męża aby poszedł jeszcze, chociaż na godzinę, na czuwanie abym mogła zostać sama i się wypłakać. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi wybuchłam takim straszliwym, rzewnym płaczem jakim już dawno nie płakałam. Nie umiałam tego powstrzymać, wyrzuciłam z siebie wszystko, prosiłam Matkę Bożą aby zabrała ode mnie ten ból, który czułam. Było mi tak strasznie żal, że tak piękne wspomnienia z dzieciństwa, z Jasnej Góry zostaną zatarte przez obecny pobyt.

Mimo, że pobyt był zaplanowany na 2 dni na drugi dzień mąż już nie zdobył się na przekonywanie mnie żeby rano pójść na Mszę i odsłonięcie obrazu. Poszedł sam i gdy wrócił powiedział, że dobrze, że nie poszłam. Drugi dzień pielgrzymki przesiedziałam zamknięta w pokoju, a mąż funkcjonował na tabletkach przeciwbólowych. Nie potrafiłam się cieszyć tym, że jemu udało się zobaczyć Obraz Matki Bożej, zazdrościłam mu…

W drodze powrotnej już wszystko mnie denerwowało. Nie chciałam na postoju wyjść z autobusu, bo nie chciałam się znowu wczołgiwać po schodach przy wszystkich. Wkurzali mnie pielgrzymi z mojej parafii, przez których musiałam stać w kolejce do toalety, która była przeznaczona dla niepełnosprawnych i zajęta przez zdrowe osoby. A to znowu za ciężkie drzwi, których nie potrafiłam sama otworzyć, a to, że krawężniki. Byłam bardzo wkurzająca i nie do zniesienia. Mimo to mąż miał do mnie ogromną cierpliwość.

Mój mąż bardzo długo walczył o to żebym, mimo choroby, zaczęła wychodzić z domu. Prawie 3 lata przesiedziałam w domu w ciężkiej depresji, ale udało się i w końcu wyszłam z tego. Po tej felernej pielgrzymce miesiąc przesiedziałam w domu. Nie odważyłam się do tej pory pójść na niedzielną Mszę ani na groby bliskich 1 listopada. Sytuacja pod Obrazem uświadomiła mi, że w razie jakiejkolwiek katastrofy, kataklizmu, wojny ludzie mnie po prostu stratują, zadepczą… Mam takie wrażenie, że gdyby nagle objawił się Jezus ludzie rozszarpaliby Go na kawałki, żeby tylko dotknąć i mieć kawałek dla siebie.

Kilka tygodni wcześniej w naszej parafii odbyła się peregrynacja kopii Obrazu i już wtedy miałam przedsmak tego, co spotkało mnie na Jasnej Górze. Starsze osoby, bijące się o miejsce, za wszelką cenę usiłujące dotknąć Obrazu. Pierwsze słowa kustosza, który podróżuje razem z Obrazem, gdy tylko wziął mikrofon do ręki, to nie była modlitwa tylko: proszę nie dotykać i nie pchać się na siłę. Robienie sobie selfie z Matką Bożą… Tylko, że w mojej parafii udało mi się zobaczyć kopię Obrazu z bliska (bo inaczej nie mogę, z 3 metrów obraz jest dla mnie po prostu plamą), przyszliśmy gdy prawie nikogo nie było w kościele, w przerwie pomiędzy nabożeństwami. Na Jasnej Górze nie ma takiej możliwości. Msza jest co pół godziny, kraty otwiera się tylko gdy jest już pełno ludzi. Człowiek niedowidzący, na wózku nie ma szansy w tym wyścigu ze zdrowymi ludźmi.

W Częstochowie czułam się tak, jakbym została ukarana za to, że jestem niepełnosprawna. Żałuję tego wyjazdu i gdybym mogła cofnąć czas wolałabym zachować nadal piękne wspomnienia z dzieciństwa. Dopiero po przyjeździe sprawdziliśmy opinie o Jasnej Górze w google. Wcześniej nie przyszło mi to do głowy, żeby sprawdzać opinie w internecie. Sklepy, restauracje - to rozumiem, ale żeby Jasną Górę? Wtedy zrozumiałam, że gdybym to zrobiła przed wyjazdem zapewne byśmy nie pojechali. Miejsce to opisane jest jako nieprzyjazne niepełnosprawnym. Bez podjazdów i możliwości dostania się samemu do kościoła. Użytkownicy odnoszą się też do zachowania pielgrzymów, jest mowa o tratowaniu się nawzajem, przewracaniu małych dzieci i wyzywaniu. Powiem wprost: nazywają to spędem, a ludzie wg nich zachowują się jak bydło.

W 2009 roku, na portalu niepełnosprawni.pl pojawił się artykuł „Pan Bóg niedostępny”, gdzie opisano m. in. problemy z dostaniem się do budynków kościoła i uczestnictwem w nabożeństwach osób niepełnosprawnych. Uważam jednak, że bariery architektoniczne, które pokonałam czołgając się po schodach, są niczym w porównaniu z zachowaniem ludzi.

Niestety, mimo, że napisałam do kilku katolickich pism, a także do redakcji Integracji nikt nie jest zainteresowany tym tematem, który zapewne nie dotyczy tylko Jasnej Góry. Dlatego tutaj, przez forum, ostrzegam niepełnosprawnych pielgrzymów, że na Jasnej Górze czeka was ogromna przeprawa nie tylko przez bariery architektoniczne ale przede wszystkim zderzycie się z okrutnym zachowaniem ludzi. Nasi księża, mimo, że są w Częstochowie często, nas nie ostrzegli, że pobyt na Jasnej Górze dla osoby niepełnosprawnej może być ciężki.

Osoby niewierzące proszę o powstrzymanie się od kąśliwych uwag. Pojechałam tam bo chciałam i czułam taką potrzebę.
Nadrzędny - Autor buduj Dodany 2018-11-29 19:25
[usunięte]
Nadrzędny - Autor Dynia Dodany 2018-11-29 19:49
Z zakonnikami w ogóle nie miałam do czynienia, więc nie wiem do czego pijesz. Złego słowa o nich nie napisałam. Opieprzył mnie przyjezdny ksiądz z pielgrzymki warszawskiej, zakonników w ogóle tam nie widziałam, byłam za daleko i zbyt nisko żeby coś zobaczyć. Nasi księża prowadzili Mszę i Apel. Niczego od nikogo nie wymagaliśmy, radziliśmy sobie sami, więc nie wiem skąd pomysł, że "byliśmy okropni". Nikogo nie prosiliśmy o pomoc, to młodzież sama zapytała czy mogą coś zrobić i my tą pomoc przyjeliśmy.
To, że chcę wejść do sklepiku nie znaczy, że zaraz sobie nakupuję wszystkiego. Czy obejrzenie "towaru" jest zabronione?
Nie wiem dlaczego na forach typu IPON i niestety także tutaj zaraz lecą inwektywy, że ktoś jest głupi albo "nie grzeszy rozumem", cokolwiek by nie napisać zaraz jest hejt i wyzywanie. Nie będę się zniżała do twojego poziomu. Wybacz. 
Nadrzędny Autor Dynia Dodany 2018-11-29 21:22
P.S. Nie każdy mieszka w dużym mieście, gdzie jeżdżą pociągi, są windy, podjazdy, dostosowane dworce, itd. Wyjazd wynajętym przez parafię autokarem był optymalny i najtańszy. Mój post nie dotyczy dojazdu do Częstochowy tylko tego co się działo na miejscu.
Nadrzędny - Autor buduj Dodany 2018-11-30 13:07
Wybacz, ale jesteś nadwrażliwa, nie czytasz dokładnie i czepiasz się... no właśnie - nie wiadomo czego :-(
Ja napisałam tylko fakty jak to wygląda w rzeczywistości i podałam kilka propozycji spokojnego zwiedzania Jasnej Góry.
"...Z zakonnikami w ogóle nie miałam do czynienia" to nie krytykuj i nie lamentuj :-( Poza tym zakonnicy są zawsze i wszędzie!!!
"...Opieprzył mnie przyjezdny ksiądz z pielgrzymki warszawskiej" to już inna kwestia! Powinnaś sama zrozumieć, że to wiele mówi o WIERZE KATOLIKÓW I KSIĘŻY Z WARSZAWY, INNYCH MIAST CZY WSI!
Nadrzędny - Autor Dynia Dodany 2018-11-30 14:34 Zmieniony 2018-11-30 14:39
Ja też napisałam fakty. Zdarzenia miało miejsce w październiku, czyli jest bieżące, na czasie. Może nie jesteś na bieżąco, nawet nie wiesz, że w Częstochowie jest Straż która pilnuje porządku wśród pielgrzymów od zawsze. Nie będę dyskutowała z kimś kto potrafi tylko hejtować. NIGDZIE nie krytykowałam zakonników. Naucz się czytać ze zrozumieniem, to umiejętność ze szkoły podstawowej. Nie wszyscy niepełnosprawni są wredni. Nie mierz innych swoją miarą.
Nadrzędny - Autor buduj Dodany 2018-12-02 20:50
Ulżyło ci! Poczułaś się lepiej czy "bliżej Boga" jak mnie obraziłaś i ubliżyłaś? :-) To się cieszę :-(
"...nawet nie wiesz, że w Częstochowie jest Straż która pilnuje porządku wśród pielgrzymów od zawsze", bo mnie i mi podobnych nie trzeba pilnować ani ochraniać Jasnej Góry tak jak przed  tobą i twoim mężem :-( Oraz podobnymi do was ludźmi, którzy garną się do Boga będąc b. złymi, a Bóg was zwyczajnie nie chce :-)
Nie znasz Biblii? To poczytaj: cierpisz bo jesteś złym człowiekiem, Bóg takich nie lubi :-)
Nadrzędny - Autor Dynia Dodany 2018-12-03 10:03 Zmieniony 2018-12-03 10:09
Zaraz ci żyłka pójdzie. Tak zawistnego czlowieka dawno nie spotkałam. Sugerowanie choroby za karę świadczy tylko o tobie. Zachowujesz się jak typowy katolik. To ty mnie zaatakowałaś/eś pierwsza. Widocznie w życiu coś nie wychodzi to trzeba się wyżyć na innych. Żenada. Żegnam.
Nadrzędny Autor buduj Dodany 2018-12-05 20:29
Jaja sobie robisz, tak byś tak chciała? :-) "...ci żyłka pójdzie" - zapomnij :-)
"Zachowujesz się jak typowy katolik." To znaczy, że ty i twój mąż nie jesteście katolikami? To po jaką... nawiedzacie Jasną Górę lamentując i krytykując wszystko?!
Nie czepiaj się innych i ich życia :-) to ty skamlałaś, krytykowałaś i właściwie nie wiadomo po co był ten post :-) Chyba tylko po to żeby zamącić :-(
Nadrzędny - Autor kucyk24 Dodany 2018-12-05 10:36
No to wreszcie ktoś Nam niepełnosprawnym wyłożył kawę na ławę. Jesteśmy niepełnosprawni ponieważ jesteśmy złymi ludźmi i Bóg nas nie lubi. Słyszałem też kiedyś, że jak Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera. To tłumaczy dla czego jest tak dużo idiotów w społeczeństwie.
Nadrzędny Autor buduj Dodany 2018-12-05 20:37
Kucyyyk24, pomyśl i doczytaj nim napiszesz! :-)
NIE NAPISAŁAM,że "...Jesteśmy niepełnosprawni ponieważ jesteśmy złymi ludźmi i Bóg nas nie lubi". Napisałam ogólnie o złych, upierdliwych, zawistnych i nienawidzących innych, którym jest lepiej, są zdrowsi itp.... ludziach! Też jestem niepełnosprawna, nooo nie w takim stopniu, że muszę po schodach na Jasnej Górze na "tyłku jeździć" :-) Też źle? Jestem za mało o.n?
Nadrzędny Autor buduj Dodany 2018-12-17 20:59
No cóż zapewne admin czy tam "coś" nigdy nie było na Jasnej Górze :-( to raz, dwa: jeśli fakty i prawda o świętym miejscu i niestety odwiedzających z "czarta mocy" jest łamaniem regulaminu to ten regulamin jest do dupy
Admin podrzędnego forum może skasować mi post, może mnie usunąć, ale co ciekawe na Jasnej Górze to mnie i moje dziecko Biskup pobłogosławił, to mnie wszędzie mile przyjmą. Czyli z tą wiarą i niepełnosprawnością niektórych jest dość dziwnie - problematycznie :-( Ja i większość nie narzekamy na pielgrzymki, Boga, ludzi, zakonników itp. jak widać admini tak :-(
Nadrzędny Autor Kropek Dodany 2018-12-10 12:32

> Osoby niewierzące proszę o powstrzymanie się od kąśliwych uwag. Pojechałam tam bo chciałam i czułam taką potrzebę.


Mimo prośby - niestety trafiłaś na osobę (teraz o nicku buduj") która inaczej nie potrafi. I  wbrew nickowi niszczy wszystko nic nie budując.

Szkoda że ten wyjazd zniszczył Ci miłe wspomnienia.
Kiedyś przez przypadek trafiłem do Częstochowy - pomyliłem pociągi :-) Ale skoro tam trafiłem to wybrałem się na Jasną Górę.
Trafiłem akurat na poranne odsłonięcie obrazu. Było cicho i spokojnie.
Nigdy nie powstała w mojej głowie myśl aby tam się wybrać z pielgrzymką. Chociaż o takich wiedziałem.
Nigdy też, się nie pytałem syna czy to pamięta i jak to wspomina. Noc spędziliśmy w pociągu a na dodatek syn miał rękę w gipsie - po" przypadkowym" wypchnięciu go z tramwaju gdy wysiadał z babcią. Też się ktoś spieszył nie zważając na innych.
Syn był zapewne zmęczony a ojciec ciągnął go jeszcze do jakiegoś klasztoru aby oglądać obraz :-)
Ja mimo kłopotliwej sytuacji ten wyjazd pamiętam do dzisiaj i z upływem czasu nie pamiętam już swojego zdenerwowania swoją pomyłką.
Czas zapewne zatrze i w Tobie złe wspomnienia i zachowasz to co było miłe, choć z Twojego opisu niewiele tego było. To zapewne zapamiętasz to że miałaś taką potrzebę i mimo wszystko dotarłaś na miejsce choć nie do celu.
Pozdrawiam
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2018-12-18 00:13

> Osoby niewierzące proszę o powstrzymanie się od kąśliwych uwag. Pojechałam tam bo chciałam i czułam taką potrzebę.


Ja byłam tam we wrześniu 2018. Była akurat w tym dniu pielgrzymka rolników, podobno pojawił się też Prezydent. Nie widziałam, byłam już po uroczystościach chyba, bo można było się przecisnąć tak, by obraz zobaczyć i całe otoczenie. Pojechałam ciekawa tego miejsca i jego klimatu również z całym szacunkiem do moich tradycyjnie pobożnych przodków, którzy tam bywali, a także nie bywali. Wydaje mi się, że rozumiem duchową potrzebę wiernych bycia tam, a niekoniecznie rozumiem innych, np. zaszczyconych spotkaniem na drodze pana biskupa. 
O własnych odczuciach nie będę mówiła, bo raczej odeszły od tradycji, ale odczułam klimat historyczny tego miejsca, myślałam o tym, zastanawiałam się, co czuli ci, którzy tu przybywali i w dobie świetności państwa, i w czasach jego klęsk. Ciekawa byłam skarbca i się nie zawiodłam, choć nie do końca rozumiem składanie takich ofiar. Na zasadzie oddam, co mam cennego? Ale komu właściwie, jeśli od wieków leży to w skarbcu? W sumie dobrze, bo się zachowało piękno tych skarbów.
A teraz o schodach. Rzeczywiście są na każdym prawie kroku, ba, niektóre nawet bez poręczy, a ty ON możesz się wiatru trzymać, albo muru płaskiego, albo wystających elementów architektonicznych. No i się trzymałam, dawałam radę, tylko czasem się wkurzałam głośno na brak tych poręczy.
Wnioski. Tak bogaty klasztor mógłby zbudować windy od poziomu zero chociaż do kaplicy. Zbudowanie tunelu we wzgórzu i windy w górę to przy obecnej technice tylko dobra wola. Podejrzewam, że nawet ludzie by się zrzucali na taką inwestycję, bo nie każdy jest wredny w stosunku do ON w Polsce. Przecież  młodzi pomagali, jak czytaliśmy w opisie.
Pisma katolickie być może długo trawią ten list, może sprawa czeka w kolejce, może rozmawiają z Paulinami o tym? Bardziej by się na temat rzuciły pisma o orientacji przeciwnej, ale wtedy byłby też większy opór materii w tej sprawie?
Są w Polsce zamki, które niepełnosprawnych kierują zakamarkami do....windy i ochrona przekazuje ich sobie na każdym piętrze i potem na dół. Podobno to wymóg Unii. Można by było i tam.
Na koniec. Czytałam z uwagą, a na koniec pomyślałam, jak duża musiała być gorycz osoby piszącej, ze przy takim uszczerbku wzroku, tyle się wylało na ekran.
Chciałabym się dowiedzieć, czy ktoś w końcu nadał tematowi bieg. Może akurat Integracja? Publicystycznie to nośny temat jest, a samo miejsce tego warte.
Nadrzędny - Autor buduj Dodany 2018-12-19 22:35
Oj "kobito, na co ci to..." Piszesz sporo bzdur i kapkę faktów :-) Twoje propozycje i pomysły są zwyczajnie durne :-(
"...rozumiem duchową potrzebę wiernych bycia tam" rozwiń myśl - wszak Bóg jest nie tylko na Jasnej Górze ;-)
"...zaszczyconych spotkaniem na drodze pana biskupa." Rzecz w tym, że tu nie chodzi o "zaszczyt" tylko o błogosławieństwo i o to, że zauważył nas w kaplicy "SERCA JEZUSA"  - PEWNIE NIE WIESZ O CZYM PISZĘ :-( Po schodach, na które wyrzekałaś wchodzi się do różnych kaplic gdzie można się pomodlić! Tam się modliłam (co przyniosło efekty) - serce Jezusa. Zauważył mnie i córkę lub wszedł Biskup. Nie zauważyłam kiedy się pojawił. Wtedy pobłogosławił dziecko i mnie (był b. miły).
"...Ciekawa byłam skarbca i się nie zawiodłam, choć nie do końca rozumiem składanie takich ofiar. Na zasadzie oddam, co mam cennego? Ale komu właściwie, jeśli od wieków leży to w skarbcu?" Po pierwsze:
- do skarbca też musiałaś iść po schodach :-)
- Nie doczytałaś, nie zapoznałaś się z historią? Nie wiesz kto i czemu składał takie wota na Jasnej Gorze mądralo?
- wiesz/dowiedziałaś się ILE LAT MAJĄ TE "SKARBY"?!
- niby byłaś, a zauważyłaś, że z całej Europy, ba.. świata przyjechali to oglądać?!
----------------------------------
"...Tak bogaty klasztor" - płaciłaś za oglądanie!? Płaciłaś za wejście?! NIE! To na jakiej podstawie durnoto piszesz, że klasztor "BOGATY"!?
"...Są w Polsce zamki, które niepełnosprawnych kierują zakamarkami do....windy"
"...ZAMKI" TO NIE KLASZTOR! NIE CZAISZ RÓŻNICY!? Jasna Góra to zabytek i pamięć o dawnych walkach, jakoś chory Papież nie narzekał na schody itp, itd.
Jak ktoś jest wierzący to może się wszędzie modlić! Jak jakaś staruszka chce zwiedzać to  niech zwiedza - jak trudno po schodach to było za młodych lat lub pierniczki piec prawnukom - pozdrawiam wceciu ;-)
--------------------------
Ponad to: B. słabowidząca lub ślepa osoba nie ma po co jechać na Jasną Górę! Tam się jedzie patrzeć. Chce "cudu"? Wystarczy się modlić w domu! Jasna Góra nie gwarantuje "cudu"!
Aaaa... jeszcze jedno: wszechwiedząca wceto: wiesz czemu ten obraz na J. Górze jest taki ważny (święty)? ;-)
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2018-12-20 00:37
Napisz więcej takich postów, bawisz mnie i wielu swoją głupotą i płytkim rozumkiem.:-) Nie da rady się wkurzyć na Twoje bazgroły, bo śmiech z Ciebie i Twoich pytań 'wysoce światłych' mi przeszkadza.:-))))))) Żałosne głupoty piszesz i tylko widać, że zacietrzewiona byłaś jak nie wiem co, bo znowu wyzwisk używasz.  A jaka pobożnisia się zrobiłaś! Jak 'mądra' w każdym temacie, hihihi Pewnie Ci trzeba Twoje posty przypomnieć na temat religii i Kościoła? :-)))))
A tak w ogóle, co kto tu wejdzie i o co pyta, jedziesz po nim, jakby to był Twój prywatny folwark, a realnej pomocy za grosz. Chcesz pyskować głupio i od rzeczy, to przejdź do kawiarenki. Tam ucichło, to teraz musisz się tu wyżywać???? No wiem, niepełnosprawność różne oblicza ma, jedynie to Cię tłumaczy. :-) Tylko, że ludzie tu szukają pomocy w trudnych chwilach, a nie rozrywki urządzanej przez niezrównoważony nick. Nie każdy ma moją odporność na Twoje zagrywki i w sobie wystarczająco wiele pogardy wobec złośliwych trolli, więc sprawiasz tym  ludziom przykrość, jeśli wiesz w ogóle, co to jest.
Nadrzędny - Autor buduj Dodany 2018-12-20 15:14
"...Nie da rady się wkurzyć na Twoje bazgroły" , pisałam odręcznie, że widzisz "bazgroły"? :-)
"...śmiech z Ciebie i Twoich pytań 'wysoce światłych'" - raczej normalne, na które prawie każdy zna odp. niż "światłe" :-) Do ciebie były sarkastyczne :-) ale nie tylko, bo jakoś w twojej wypowiedzi nie zauważyłam logiki, np. winda do skarbca ha, ha. No i jakoś dziwnie nie znasz tak prostych odpowiedzi, tylko wylewasz wiadro pomyj - jak zwykle - raz zakamuflowane, raz otwarcie - cóż wcecia :-(
"...widać, że zacietrzewiona byłaś jak nie wiem co, bo znowu wyzwisk używasz." Ta wypowiedź tyczy ciebie w 100%, mimo że chcesz to ukryć - jak wynika z treści :-)
Poza tym proponuję pojechać jeszcze raz do Częstochowy i zwiedzić ostatnie pietra klasztoru - da się bez problemu ;-)
"...ma moją odporność" masz zerową "odporność" i jesteś zwyczajnie agresywna, nie przyjmujesz krytyki itp. taka typowa "mundrala", która wszędzie wszystkich poucza, krytykuje i łatwo ponoszą ją nerwy, wtedy wychodzi z niej ...
--------------------------------------------------------------------
"...a realnej pomocy za grosz", a jakiej pomocy oczekujesz? ;-) Chcesz uchodzić za taką dobrotliwą, ale nigdy na tym forum i podejrzewam, że w życiu nikomu nie pomogłaś i nie poradziłaś REALNIE.
Pomoc nie polega na głaskaniu po głowie i przytakiwaniu. Gdybym tak robiła to wszystkie sprawy bym przegrała. Zawsze mówię, kiedy sprawa nie jest do wygrania i jak realnie wygląda sytuacja. Są ludzie (prawnicy), którzy przyjmują i ciągną sprawy wiedząc od początku, że nic się nie da zrobić, ale klient i tak musi zapłacić.
Wybacz, że cię wkurza moja uczciwość :-)
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2018-12-20 18:25
Jakiekolwiek byłoby źródło Twojej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało. :-)
Nadrzędny Autor buduj Dodany 2018-12-22 17:04
Ulżyło? Lepiej ci? to dobrze :-)
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / BARIERY architektoniczne i nie tylko / Jasna Góra niedostępna dla niepełnosprawnych (643 - wyświetleń)

Powered by mwForum 2.16.0 © 1999-2008 Markus Wichitill