www.niepelnosprawni.plStrona główna forum
forum.niepelnosprawni.pl - Nie jesteś zalogowany
Strona główna forum Regulamin i pomoc Szukaj Rejestracja Logowanie
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Forum rodziców / Dorodzy Rodzice (6301 - wyświetleń)
- Autor Thule Dodany 2007-01-15 10:24
Witam!

Ten post nie jest ferowaniem oskarżeń, lecz pytaniem otwartym. Proszę o wypowiedzi:

Co sądzicie o nadopiekuńczości Rodziców wobec swoich niepełnosprawnych Dzieci?
Czy takie zjawisko występuje?
Częściej wobec osób z niepełnosprawnością wrodzoną czy nabytą?
Jak definiujecie "nadopiekuńczość"?
Nadrzędny - Autor Mama Julci Dodany 2007-01-16 15:12
Uważam że każdy rodzic wie jak ma postępować.zależy ile może dać.Mam siedmioro dzieci  i niewiem tak naprawde kiedy byłam nadopiekuńcza więcej czy mniej.na pewno wiecej opieki poswiecałam Julci na początku bo była to walka jej o życie.w tej chwili też inaczej sie ciesze jak coś nauczy sie robić nisz moje starsze dzieci które robiły cos 1 raz.Napewno wiecej  boje sie jak pożniej będzie dawała sobie rade.Własnie i czy to jest nadopiekuńczość?Czy wogóle można mówić o nadopiekuńczości wobec dzieci niepełnosprawnych?uważam że każdy rodzic który kocha swoje niepełnosprawne dziecko bedzie starałdowiadywać się jak najwiecej aby swą dobrocią nie skrzywdzic swego dziecka.I oto moje zdanie.
Nadrzędny - Autor Thule Dodany 2007-01-17 20:39
Witam.
Dziękuje bardzo za podzielenie się swoją opinią. Jest dla mnie ważna. Szczerze jestem zdziwiona tak nikłym na tę chwilę odzewem.
Poniżej przedstawiam swój punkt widzenia:

Uważam, ze każdy Rodzic (nie piszę, ze tak jest w Pani przypadku) w swojej bezgranicznej miłości potrafi skrzywdzić swoje najukochnsze dziecko.Ślepą bezgraniczną miłoscią. Nie dotyczy to tylko dzieci z niepełnosprawnością, ale ich w pewnym sensie bardziej dotyka. Ponieważ w ten sposób czyni nieporadną życiową kalekę. Niestety, każdy kto się narodził musi umrzeć, nie ma tu taryfy ulgowej wobec Rodziców osób niepełnosprawnych. Choć wiadomo, ze one bardziej niż dzieci zdrowe choć one, wydawać by się mogło potrzebują rodzicielskiej troski i miłości.
Jednakże nad wyraz potrzebują mądrej miłości. Aby troska nie przeistoczyła się w nadopiekuńczość.
Oczywiście nie ma nic złego w cieszeniu się z postępów syna czy córki. Trzeba zdać sobie sprawę, że Rodzic,nawet chcąc jak najlepiej dla swojego dziecka narażony jest na to, aby postępować wobec niego nadopiekuńczo.
Strach,jest obecny. Odwaga, to nie zażegnanie go, ale działanie mimo strachu. Ale mimo wszystko trzeba dać dziecku wolną rękę, pozwolić popełniać błędy,ponosić ich konsekwencję, dawać możliwość wyboru, rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
Trzeba dziecko uczyć samodzielności od spraw całkowicie "małych". Pamiętając, że charakter nie kształtuje się w wielkich momentach próby, on się wtedy ujawnia.

Nie chcę aby odniosła Pani wrażenie iż stoję na przeciwstawnym biegunie. Bardzo sobie cenię Pani opinię i szczerze dziękuje za nią. Jeśli z mojej wypowiedzi przebija ton pedagogiczny, przepraszam. Jestem osobą młodą, mam 24 lata, może z wiekiem zmienię zdanie co do poruszanej tutaj kwestii, może się mylę? Kto wie. Na dzień dzisiejszy podpisuje się pod każdym słowem tego postu.
Ślę garść ciepłych myśli.
Co Pani uważ  
Nadrzędny - Autor Mama Julci Dodany 2007-01-19 22:00
Owszem kazde dziecko można skrzywdzić swoją nadopiekuńczością czy to dziecko będzie zdrowe czy też chore.Całkowicie się zgadzam że trzeba tu mądrej miłości.Bo tu od nas zależec będzie życie naszej pociechy.Jak da sobie rade w życiu.Jestem troche starsza wychowuje cały czas swoje dziatki i wcale nie odnioslam złego wrażenia że stoi Pani po przeciwnej stronie.Właśnie jestem zadowolona że młoda osoba ma takie zdanie na ten temat.Chce bardzo aby moja Julcia była osobą niezależna od nikogo.Pragnę aby nauczyła się samodzielności.Sama przy niej też uczęsię dużo.Nieukrywam jest to trudne.Ale damy rade.Zawsze słucham chętnie rad i wyciągam wnioski.To dużo mi pomaga.To chyba narazie tyle.pozdrowienia
Nadrzędny Autor Thule Dodany 2007-01-22 00:02
Celem każdej Matki jest to, aby jejdziecko było samodzielne, mogło radzić sobie w życiu. Niezależnie od tego, czy jest ono sprawne czy nie.
Postępując nierozważnie (choć nieświadomie) mozna wychować kalekę. A jeśli chodzi o ludzi z dysfunkcją, kalekę podwójną i to jest dopiero tragedia. Stawiać dzieciom wymagania, nauczyć je stawiania sobie ambitynych celów, ale także takich, które respektują ograniczenia dziecka. Wszyscy jesteśmy w jakiś sposób niepełnosprawni, tylko osoba niepełnosprawna fizycznie czy intelektualnie, potrebuje wypracowania pewnych rozwiązań. I tu są dwie drogi, czasami potrzebuje pomocy z zewnątrz, czasami potrzebuje cierpliwości, odsuniecia się od niej rodzica/opiekuna, aby mogła wypracować sama rozwiązania i nabrała tym samym wiary we własne możliwości. Nech wie, że nie ma jedynie słusznej drogi do celu.
Co do uczenia się,każdy z nas jest w jednej osobie uczniem i nauczycielem. W każdej sekundzie naszego życia uczymy się i nauczamy(postawą jaką przyjmujemy wobec zdarzeń, słowem, czynem etc). To co jesteśmy gotowi wząść, weźniemy.
Zapewne nie zrozumiem Pani jako matka, bo nie mam własnych dzieci. Ale wierze, że jest trudno, i powiemm tak, moze być coraz trudniej.
Obserwowałam moich Rodziców, jak płaczą gdy ja sikałam z bólu a musiałam wykonywać ćwiczenia, patrzyłam na to jak zmagają się z moją niepełnosprawnością, jak walczą o to-bym mogła wieść normalne życie, jak pozwalają mi dokonywać wyboru, jak ze mną rozawiają, jak się smieją, jak postrzegają moją niepełnosprawność, jak w sposób mądry ode mnie wymagają etc. To naprawdę sztuka
Mam wiele szczęścia, nie tylko dlatego, że mogę z nimi rozawiać, również dlatego, że zawsze dawali mi wybór. To ja dokonywałam decyzji, Oni tylko pełnili rolę doradcy,ale także dlatego, że potrafią przyznać się do tzw."błędu". Nie jestem wrzechwiedząca i nie posiadam monopolu na mądrość życiową, na szczęście, ale uważam, że miedzy innymi na tym polega komunikacja.
Nie uważam, że istnieją błędy- to tylko lekcje, które pobieramy od wymagającego, konsekwentnego nauczyciela jakim jest życie, które jesteśmy zobligowani odrobić. Jeśli chcemy iść dalej. Nie ma porażek, nie ma kar za grzechy, chyba, że chcemy rozpatrywać życie w takich kategoriach...nasz wybór. W polskim społeczeństwie jest zakorzenionych wiele sttereotypów, choc sytuacja powoli ewoluuje nadal należy zabiegać o to, by to co jest normą w krajach zachodnich u nas miało szansę zaistnienia. ale taże trzeba być świadomym i doceniać to, co się ma.
Pozdrawiam
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Forum rodziców / Dorodzy Rodzice (6301 - wyświetleń)

Powered by mwForum 2.16.0 © 1999-2008 Markus Wichitill