www.niepelnosprawni.plStrona główna forum
forum.niepelnosprawni.pl - Nie jesteś zalogowany
Strona główna forum Regulamin i pomoc Szukaj Rejestracja Logowanie
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Kawiarenka / Człowiek jak rzeźba (4497 - wyświetleń)
- Autor x04 Dodany 2007-10-18 16:10 Zmieniony 2007-10-18 16:14
witam wszystkich myślicieli na forum

Postanowiłem wstawić nowy temat do rozważania. Trochę może filozoficznie ale bardzo złożony. Zawsze zastanawiam się nad tym: co tak naprawdę jest człowiekowi potrzebne do tego aby był? Aby stał się........................ No właśnie............ kim?
Jakby tak zacząć siebie lepić od nowa. Wiadomo że jako dzieci naszych rodziców nie mieliśmy wiele do powiedzenia w kwestii własnego ja. W jakiś znaczny sposób zostaliśmy ukształtowani. Ale jak byśmy tak mogli każdy z nas zacząć siebie lepić? tworzyć? Kształtować? Zastanawia mnie fakt co bym dolepił do własnego Ja? A czego bym nie dał? Co zdecydowanie bym odrzucił?
Myśląc nad tym okazuje się że nie jest to takie proste, bo która cecha nam czy też w nas jest na potrzebna? A która nie? Czy potrafimy przewidzieć co jest nam potrzebne?

I zacznijmy od prostej sprawy, a mianowicie:
Co dla Was znaczy: - SŁUCHAĆ?  a co znaczy SŁYSZEĆ?

Dla mnie to wielka różnica. Słyszeć, jak dla mnie ma wiele znaczeń. Słyszeć można głosy przeróżne, od ludzkich po techniczne. Od zwierzęcych po niewyjaśnione. Ale czy jest dobrze słyszeć? Czy warto wszystko słyszeć? No właśnie. Jak sądzicie?
Czy ta cecha jest nam potrzebna? Czy tez nie?

I słuchać. Czy to jest to samo co słyszeć? Zawsze twierdzę że uczę się słuchać. I wciąż Jestem w tyle. Bo nieraz jest tak że sam mylę pojęcie słyszę z pojęciem słucham. Już wiele razy złapałem się na tym że rozmawiając z kimś nie ważne ile minut, wydaje mi się że słucham uważnie rozmówcę ale nie bardzo wiem czy aby na pewno. Czasami jest tak że rozmówcę tylko słyszę i wtedy nie potrafię jakby wgłębić się, zrozumieć sens przekazu który chce mi przekazać.
To może trochę zawiłe, ale bardzo proszę o Wasze drodzy Państwo zdanie na ten temat.
Czym dla Was jest?
Co znaczy? SŁYSZEĆ ?
A co znaczy SŁUCHAĆ?
Nadrzędny Autor Zygmunt Dodany 2007-10-19 16:18 Zmieniony 2007-10-19 16:30
Witam
Dla mnie uzupełniając wypowiedź j/w SŁUCHAĆ ma jeszcze inny aspekt. A mianowicie trzeba umieć słuchać, trzeba wiedzieć jak słuchać? Kogo słuchać? To bardzo wielka umiejętność. Trzeba również rozstrzygnąć co ma wartość z tego co słucham? Dam przykład: jeśli otrzymuję informację od rozmówcy, zawsze analizuję. Ale czy ta informacja ma na mnie jakiś wpływ emocjonalny - zależy - jeśli tyczy się moich bliskich, mojej wiary na pewno tak, jeśli porusza mądre aspekty życia, konstruktywne przemyślenia tak. Ale czy może stanowić przyczynek do walki z rozmówcą tylko dla tego że ma inne zdanie nie. Ale jak wyczuję nachalność  to już inna sprawa. Staram się rozmawiać w sposób bardzo spokojny i rozważny. Ale nie trawię agresji. Rzucanie w dyskusji: wulgaryzmów, straszenie itd. To nie jest sposób na rozmowę. Dla tego cenię sobie różnorodność zdań i zawsze zaznaczam że wygłaszam swoje zdanie, lecz nie znaczy to że usiłuję wpływać na zdanie rozmócy. To błąd myslowy który bardzo często powoduje zadrażnienia tylko dla tego że rozmówca źle ocenia intencje swego rozmówcy. Nie umie zaakceptować opinii innej od wysłuchanej.

Co do SŁYSZEĆ. Wiem z lat doświadczeń, że dobrze jest słyszeć wszystko, ale z umiarem. Ta mądrość zawsze przynosi mi naukę rozwagi. To w moim pojęciu poczucie taktu. Wiele rzeczy słyszanych ujawnia się w dalszych rozmowach a wiele nie. Wybór zależy od okoliczności tak myślę. Myślę że zbyt częste ujawnianie tego co się słyszało prowadzi do niebezpiecznych sytuacji, gdyz bardzo łatwo o przekłamania i plotki, a plotka to cos co zazwyczaj urosło po kolejnej powtórce. A to nie właściwe podejście.
Powinno się słyszeć, nawet bardzo dobrze jest słyszeć ale czy na pewno jest korzystne słyszeć wszystko. Myślę że tak, tyle że podejście do zasłyszanych rzeczy musi być bardzo rozważne i przemyślane. Ale to moje zdanie. Może ktoś ma inne zdanie na ten temat.
Ale te dwie umiejętności są według mnie bardzo potrzebne.
Pozdrawiam serdecznie
Nadrzędny - Autor x04 Dodany 2007-10-20 08:05 Zmieniony 2007-10-20 08:08
Witam
Następną parą cech nad którymi się zastanawiam to:  MOWA.
Od razu MÓWIĘ  że to moje rozważania. MOWA to umiejętność którą posiadamy od urodzenia. Jeśli już nie mamy tego zmysłu staramy się w jakiś sposób zastąpić każdym możliwym sposobem aby móc się porozumieć z ludźmi. Ale ja się zastanawiam nad MOWĄ w sensie głębszym, tak od strony psychologicznej.
Czy MOWA jest umiejętnością dobra sama w sobie? Czy też to my ludzie zmieniamy znaczenie mowy. Mnie wydaje się że MOWA jest umiejętnością dobrą samą w sobie lecz sposób w jaki tej umiejętności używamy modyfikuje tą dobrą stronę.
Zawsze zastanawiałem się czy choć mam zmysł MOWY i nieźle nim władam, to czy umiem dobrze z niej korzystać. Zawsze rodzą się pytania: Gdzie powiedzieć mniej a gdzie więcej? Co powiedzieć? Ile powiedzieć?
Co w danej sytuacji jest leprze? MÓWIĆ czy milczeć?
W swoim życiu zawsze stosuję sposób umiaru w tym co mówię, ale czasami okoliczności zmuszają do rozwinięcia mej MOWY jako tematu. Ale nie zawsze jest to mile widziane. NO właśnie i znów zależność: gdzie MÓWIĆ dużo a gdzie ograniczać MOWĘ?
Miałem już wiele sytuacji w których chęć wypowiedzenia się w jakimś temacie została całkowicie opacznie zrozumiana przez słuchającego. Czyli moja MOWA nie spełniła w tym przypadku dobrze swego zadania. Gdyż na tę umiejętność wpływają inne modyfikując ją ( MOWĘ ), znów w inny sposób.
Nie raz są sytuacje że nie da się milczeć, bo trzeba zaznaczyć sens o co mi chodzi, ale czy osoba słuchająca dobrze odbierze mój zamiar? Wydaje mi się że umiejętność DOBREJ MOWY zależy od rozwagi następnej umiejętności zmieniającej kształt MOWY w sensie psychologii.
To takie rozważania myślącej głowy ale jak pomocne w uniknięciu gaf, wpadek, nietaktów.
Mam nadzieję że poznam zdania innych osób na forum na ten temat przeze mnie poruszany. To ciekawe rozważania. Mam nadzieję również że nie wyjdę za nudziarza.
Pozdrawiam serdecznie
Nadrzędny Autor miet147 Dodany 2007-10-20 08:36
Witam Wszystkich -jedynym moim komentarzem niech będzie cytat,który kiedyś utkwił mi w głowie a teraz jak mi się wydaje dobrze pasuje do omawianego tematu:
"Wazne jest aby język giętki mówił zawsze to co pomyśli głowa
   Chociaż dziś zimno i pogoda "pod psem"(nie ubliżając pieskom)
zycze Wszystkim miłego dnia!!!
Mietek.
Nadrzędny Autor x04 Dodany 2007-10-22 08:54 Zmieniony 2007-10-22 08:57
Witam
Umiejętność PROSZENIA o pomoc.
Zastanawiam się nad tym jak to jest z umiejętnością PROSZENIA? Gdzie leży granica miedzy - zrobię sam - a proszeniem o pomoc? Kiedy i w jakich sprawach można prosić o pomoc? Czy każda PROŚBA o pomoc będzie dobrze odebrana?
To na ogół stawiane przeze mnie sobie pytania. Bo analizując siebie samego moja chęć poproszenia o pomoc jest uzależniona nie tylko od braku możliwości fizycznych ale i strona psychiczna bierze czasem górę. To tak jakby dana chwila emocjonalnego nastroju kierowała decyzją wykonania czegoś. Wygląda to tak że powinienem coś wykonać ale chwila, mój nastrój psychiczny stan w tym Momocie wartościuje inaczej to co w innych okolicznościach było by wykonane natychmiast. Staram się racjonować własne emocje w momentach kiedy czuję że nie działam i nie reaguje jak powinienem, ale nie zawsze się da w czas tę zależność - przyczynę wychwycić.
Zastanawiam się czy stale należy prosić o pomoc? Wiem że ja jako osoba niepełnosprawna mam długa listę rzeczy nie możliwych do zrobienia przeze mnie, ale czy to upoważnia mnie do wyręczania się pytaniem POMÓŻ! Czy zbytnie korzystanie z tej możliwości nie uzależnia nas od innych osób? Wydaje mi się że w dużym stopniu tak. Ja staram się ile tylko się da, aby próby pokonania samemu braku możliwości wykonania pewnych czynności - były jak najczęstsze. Staram się przesuwać te granicę własnej niemożności. Ale zaraz zastanawiam się nad tym: czy wszystkie prośby o pomoc musza być analizowane? Czy te proste rzeczy jak: otwarcie drzwi, pomoc na chodniku, w autobusie, czy gdzie indziej musi być analizowana> Myślę że nie. Tym bardziej wszystko to co łączy się z moim bezpieczeństwem. Ale czy musimy PROSIĆ o wszystko sami? Czy pewne zachowania wymagają próśb? Bo weźmy takie sytuacje które są bardzo widoczne, bardzo łatwo się domyśleć że pomoc tej konkretnej osobie jest potrzebna, nieodzowna. Lecz wielu nie umie, nie potrafi przemóc się i zadziałać z prostej przyczyny, a mianowicie nigdy nie wiadomo jaka będzie reakcja?
Myślę że bez względu na to ani osoba prosząca, ani osoba proszona nie powinna reagować niechęcią na okazywanie chęci pomocy lub na jej potrzebę. To bardzo często popełniany błąd w tym aspekcie. Błąd który i psuje kontakty, relacje międzyludzkie ale i błąd który kładzie się na dalszej chęci pomocy w sensie dawania i brania.
Zastanawiam się także nad tym, czy fakt samego PROSZENIA jest uzależniony od śmiałości, usposobienia, może zależny jest od pojęcia taktu, bo czy to wypada? A ja się wstydzę. Myślę że śmiałość tu jest największą barierą z której wynikają inne zależności.
Warto się nad tym zastanowić. Samo stwierdzenie: ja panu/pani pomogę wiele może zmienić. Obserwacja danej chwili może wielu rzeczom zapobiec. Lecz coś mi się wydaje że emocje biorą w takich prostych sytuacjach górę. Ja rozumiem że są ludzie do których lepiej nie podchodzić z różnych względów bo już tacy są. Ale czy ta opinia powinna kłaść się cieniem na ogół okoliczności? Myślę że nie.
Wydaje mi się że4 udzielanie pomocy, próby udzielania pomocy jak i chętne proszenie o pomoc bardziej zbliżały by ludzi do problemów innych jak i ich integrowały.
Pozdrawiam serdecznie
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Kawiarenka / Człowiek jak rzeźba (4497 - wyświetleń)

Powered by mwForum 2.16.0 © 1999--2008 Markus Wichitill