www.niepelnosprawni.plStrona główna forum
forum.niepelnosprawni.pl - Nie jesteś zalogowany
Strona główna forum Regulamin i pomoc Szukaj Rejestracja Logowanie
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Kawiarenka / Nietypowa sugestia (673 - wyświetleń)
- Autor Iota Dodany 2019-02-25 22:08
W drodze wyjątku zakładam wątek z sugestią:

https://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/wiktoria_idzikowska_10265.html

To jest strona subkonta charytatywnego Wiktorii w fundacji Avalon. Fundacja refunduje rodzicom koszty np. zabiegów medycznych na podstawie rachunków, używając do tego pieniędzy wpłaconych przez darczyńców (to daje gwarancję, że wpłacone darowizny nie pójdą na jakieś osobiste luksusy). Pobiera 3% od darowizn na cele własne oraz koszty administracyjne.

Znam osobiście rodziców Wiktorii – nie spodziewali się, że będzie chora, ale tak wypadło, a dobrzy rodzice chcą, żeby dziecko miało mimo wszystko jak najlepszy start. Póki co sobie radzą, ale przygotowują się na przyszłe wydatki, na które może ich już być nie stać z własnej kieszeni. Każdy sukces terapeutyczny, który uda się Małej zafundować w dzieciństwie może procentować przez długie lata, dlatego jeśli komuś z Was przyszło kiedyś do głowy, że chciałby mi postawić piwo albo kawę, bo moje posty mu się przydały, to teraz ma szansę. Nie mnie a Wiktorii i nie piwo a kasę na przyszłe zabiegi, ale to z mojego punktu widzenia nawet lepiej. Bo mnie piwo lub kawa poszłyby w biodra, a jej rehabilitacja pójdzie w życie. :-)

Można również przekazać fundacji 1% swojego podatku, (z czego 90% trafi na subkonto Wiktorii, a 10% do ogólnego budżetu Fundacji). Osobiście nie jestem fanką dawania 1% na osoby indywidualne, ale wspominam o tym, bo taka opcja istnieje. Rozliczenia finansowe oraz sprawozdania roczne Avalonu znajdziecie tutaj: https://sprawozdaniaopp.niw.gov.pl/

Możecie również oczywiście rozpowszechniać informacje o tej zbiórce, jeśli zechcecie (bo na przykład Wiktoria was urzeknie swoim uśmiechem :-)).

Zaznaczam też, że nie mam dostępu do danych o darczyńcach – ani tych z 1%, ani z klasycznych darowizn, więc wasz gest pozostanie dla mnie niejawny. Rodzice także nie dostają tych informacji w związku z ochroną danych osobowych przez RODO.

Tę prośbo-sugestię puszczam na forum raz i więcej nie planuję. To takie wyjątkowe dyskontowanie mojego kapitału społecznego (o ile jakiś tutaj mam) dla Małej. :-) Dziękuję za uwagę. :-)
Nadrzędny Autor w-zetka Dodany 2019-02-26 14:00
Napisane zwyczajnie, bez patosu i bez wyciskania łez, jak to bywa w takich razach. Mnie się ten apel podoba i uśmiech małej też. Podam na 100% dalej. Niestety, już wysłałam PIT elektronicznie, bo mi się spieszyło do zwrotów.
Nadrzędny - Autor Kropek Dodany 2019-03-04 09:29
Jak mnie denerwują takie sugestie.
Nie dlatego, że się pojawiają ale dlatego że nie ma innego sposobu aby zapewnić dziecku godziwe życie.
Zapewne jest też wiele dzieci zdrowych którym rodzice nie są w stanie takiego zapewnić.
Denerwuje mnie fakt że Ci rodzice choćby chodzili na rzęsach nie zapewnią choremu dziecku przyszłości.
Wszyscy płacimy składki zdrowotne które
powinny zabezpieczać fundusze w takich przypadkach. ale te fundusze gdzieś się "rozłażą". Może to wina złego zarządzania?
Sam niejednokrotnie źle zadysponowałem swoimi funduszami, ale konsekwencje ponosiłem tylko ja chociaż niekiedy i najbliższa rodzina.
Ale ja mogłem zrobić taki nieprzemyślany ruch bo nie zależał od tego los innych.
Od dyskusji na tym forum (kiedyś ;-) staram się sam dysponować swoim 1% procentem i zazwyczaj a właściwie nigdy nie było to kierowane do jednej osoby.
W poprzednim roku była to "Mielnica" któregoś roku nawet wilki w Bieszczadach.
Ale, skoro  tylko krowa nie zmienia poglądów.....? To ja mogę , bo przecież krową nie jestem ;-)

> Nie mnie a Wiktorii i nie piwo a kasę na przyszłe zabiegi,


Jedno nie wyklucza drugiego. I zapewne darczyńcom sprawiło by  radość gdyby mogli pogodzić obie możliwości.  :-)
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-04 12:00 Zmieniony 2019-03-04 12:07

> Staram się sam dysponować swoim 1% procentem i zazwyczaj a właściwie nigdy nie było to kierowane do jednej osoby.


Popieram dawanie 1% na cele ogólnospołeczne - sama tak robię i Wiktorii nie odpiszę akurat 1%. Tam wyżej jest zresztą napisane, że wspominam o tej możliwości, ale przede wszystkim proponuję tym, których stać i którzy chcą, zamianę piwa czy kawy, którą teoretycznie mogliby mi kiedyś kupić z wolnych pieniędzy, na kilka złotych dla Małej.

> nie ma innego sposobu aby zapewnić dziecku godziwe życie.


Dyskutowaliśmy już o tym chyba kiedyś - dobroczynność będzie istnieć zawsze, nawet w kraju najlepiej zarządzanym. Z prostego powodu: potrzeb jest zawsze więcej, niż środków na ich realizację.

Żeby nikogo nie obrażać, przykład będzie "na mnie". Przy moim MPD korzyści zdrowotne miałbym z rehabilitacji w niemal każdych ilościach - gdybym miała państwowej rehabilitacji dwie godziny dziennie codziennie przez cały rok, też. Ale przecież budżet służby zdrowia nie jest nieskończony, są też inni pacjenci, toteż nawet gdybym żyła w kraju, który stać na znacznie więcej świadczeń, i tak nie dostałabym ich "wystarczająco dużo". Wynika to z faktu, że moja niepełnosprawność jest - ściśle rzecz biorąc - nieuleczalna. Można we mnie "wrzucać" leczenie jak w worek bez dna: zawsze to coś poprawi, ale nie naprawi do końca. Bo tak do końca naprawić tego akurat współczesna medycyna nie umie.

Kiedy byłam znacznie młodsza, czyli byłam pod opieką rodziców, to im najbardziej zależało na tym, żeby tej rehabilitacji było "jak najwięcej". Bo byłam ich dzieckiem. O inne dzieci nie troszczyli się aż tak bardzo - i to jest zupełnie naturalne. Od tego są rodzice. Ale tak samo, jak naturalne jest, że oni chcieli "jak najlepiej, jak najwięcej", urzędnik rozdający świadczenia (nawet w kraju znacznie bogatszym niż Polska) w którymś momencie powiedziałby że "tyle już wystarczy". I obie strony miałyby rację - i moi rodzice, którzy chcieli "wszystko naj", i urzędnik, który by kalkulował, że to czy tamto już się nie opłaca.

I w to miejsce - pomiędzy tym, co jest gotowe dać państwo, a tym co jeszcze można zrobić - wkracza właśnie prywatna dobroczynność, jeśli kogoś stać. Ot, zamiast kupić sobie w tym miesiącu nową grę komputerową mogę tę kasę spożytkować na przykład właśnie na Małą. Ja od tego nie zbiednieję znacząco, jej się może trochę poprawi, jak takich wpłat będzie odpowiednio dużo, a jednocześnie nikt nie będzie się musiał kłócić, czy to leczenie się jeszcze "opłaca", czy już nie. Bo nawet jeśli się nie opłaca - kto mi zabroni? :-)
Nadrzędny - Autor Kropek Dodany 2019-03-04 14:21
Jest taki dylemat.
Czy rodzice którzy dostają informacje od lekarza że dziecko które się urodzi będzie niepełnosprawne a oni decydują się na urodzenie to są przestępcami?
I czy w związku z tym nie powinni się ubiegać o jakąś dodatkową pomoc?
Czy w związku z taką lekarską diagnozą z urzędu powinno się usuwać takie ciąże?
Nadrzędny Autor lidian Dodany 2019-03-04 14:59
Problemem w takiej trudnej sytuacji rodziców jest to, że nie otrzymują oni odpowiedniej pomocy.
Żadnej ciąży nie powinno się usuwać. To jest życie, to już jest człowiek. Czy dojdzie do tego, że nie tylko nienarodzone dzieci będzie się zabijać, ale również zniedołężniałych starszych, niepełnosprawnych i chorych?
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-04 15:15

> Czy rodzice którzy dostają informacje od lekarza że dziecko które się urodzi będzie niepełnosprawne a oni decydują się na urodzenie to są przestępcami?


Ten dylemat nie dotyczy mnie (MPD jest niediagnozowane w ciąży), ani Wiktorii (rodzice nie byli z populacji wysokiego ryzyka - wada wykryta po porodzie).

***

Ale tak ogólnie i filozoficznie: jak dziecko zachoruje rok po urodzeniu - też "usuwamy" czy już nie? Uszkodzenie w wieku lat 10 - to coś zmienia? Więcej: kto ma prawo podjąć taką decyzję? Jak państwo uznaje dziecko za nieopłacalne, a rodzice je kochają, to mają prawo je zachować przy życiu czy nie? A co, jeśli niepełnosprawność wynika z wady genetycznej ujawniającej się w okresie pokwitania (w sumie ten sam problem co z dzieckiem świeżo urodzonym, tylko później)? I dalej: co, jeśli mówimy o chorobie pojawiającej się w dorosłości (na przykład SM) - też "usuwamy" pacjenta "z urzędu"? I czym, dokładnie, różni się wtedy np. choroba genetyczna od poważnego wypadku, skoro motywacją do "usunięcia" jest to, że człowiek jest nieopłacalny lub że jest cierpiący?

Oczywiście takie rozważania prowadzą prostą drogą do państwa eugenicznego, w którym wszyscy powinni dostać z urzędu eutanazję dokładnie w tym momencie, w którym przestają być przydatni. Tylko potem się okazuje, że mało kto sam chciałby w takim społeczeństwie żyć i mu podlegać, bo praktycznie każdy, kto nie umrze śmiercią nagłą, kiedyś by się kwalifikował do usunięcia wbrew swojej woli.

W debacie o aborcji tym, co różni zwolenników i przeciwników jest przekonanie zwolenników, że embrion jeszcze nie jest osobą, można go więc "usunąć" bez konsekwencji, na które nie zgodziliby się zazwyczaj w przypadku np. już urodzonego dwulatka. Mimo że argument "z cierpienia" jest ten sam dla obu przypadków.

Mój punkt widzenia zaś jest taki, że rozważanie, czy ktoś powinien był się urodzić jest bez sensu tak samo, jak dyskusja czy ktoś powinien był ulec wypadkowi. Moim jedynym realnym wyborem jest w tej sytuacji to, czy coś robię, żeby pomóc, czy nie (bo nie mogę, bo uznaję że nie chcę lub nie muszę itd.) Tu uznałam, że robię. Ot i cała filozofia.
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2019-03-04 21:33

> I w to miejsce - pomiędzy tym, co jest gotowe dać państwo, a tym co jeszcze można zrobić - wkracza właśnie prywatna dobroczynność


I dzięki Bogu miałam z czego czasem dorzucać małe  grosiki do oceanu potrzeb tu i tam.
Dopowiedziałabym jednak, że państwo, które ustami swoich przedstawicieli i wyborców głosi, że aborcja jest niedozwolona, a nie idzie za tym pomoc dla niepełnosprawnych, to co najmniej dziwne podejście.  Jaka to postawa 'za życiem' jeśli za poród  daje się ok 4000 (?) a potem się mówi, radź sobie sam materialnie i psychicznie. Było się nie odzywać wcale, a nie premiować za heroizm i zapominać.
O fundacjach też tu rozmawialiśmy.
Czasem się zastanawiałam, czy ogólnie  łańcuszek pośredników zatrudnianych na etatach w przekazywaniu pomocy materialnej nie jest większy lub równy ilości osób potrzebujących. PFRON-y dostają coraz więcej pieniędzy, a w przydziałach na turnusy nic się nie zmienia. I tak jest, gdzie się nie spojrzy. Do tego warto by było pomyśleć o sposobach rehabilitacji. Wszystkim równa ilość i te same zabiegi? Integracje mają zapewnić wieczorki taneczne o wątpliwej reputacji i  kolejka przed gabinetem lekarskim. :-) 
A gdyby tak zacząć rozmawiać o systemie....tylko kto ma zacząć i jak zacząć bez kłótni i podziałów?
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-04 23:49 Zmieniony 2019-03-04 23:53
Wolałabym tę dyskusję prowadzić gdzie indziej – bo to już w zasadzie nie na temat - ale niech będzie:

1) Punktowanie że ci, co są „za życiem” robią za mało jest dosyć proste i częściowo słuszne. Ale aborcja nie jest rozwiązaniem problemu wsparcia niepełnosprawnych dzieciaków. Powoduje najwyżej „usunięcie” pewnych przypadków, ale niczego gruntownie nie rozwiązuje.

Jeśli na aborcję zgadzać się dlatego, że dziecko będzie cierpieć, to czym się różni cierpienie tego już narodzonego (rocznego, dwuletniego, dwunastoletniego itd.)? Są już tacy etycy na zachodzie, co postulają „aborcję pourodzeniową”, jako bardziej gruntowne rozwiązanie. Czyli po prostu klasyczne dzieciobójstwo tylko inaczej nazwane (link do artykułu w British Medical Journal). O ile dobrze pamiętam, autorzy jeszcze nie postulują że to rozwiązanie powinno być dopuszczalne wbrew woli rodziców, ale ich logika prowadzi również do akceptacji wywierania presji na rodziców – jeśli przyjmiemy, że może lepiej żeby dziecko nie żyło, to może czasem rodzice są do swoich dzieci nierozsądnie przywiązani po ich urodzeniu i mamy prawo zadecydować za nich?

Jeśli zaś do kogoś przemawia argument czysto ekonomiczny – że kogoś takiego trzeba będzie utrzymywać – to też nie na wielkich podstaw do rozróżnienia między ciążą a noworodkiem. Jest nawet gorzej, bo wtedy już nie ma sensu rozróżnienie dotyczące dorosłego, który nie był w życiu dość produktywny: jeśli się społeczeństwu nie opłaca, czemu ma żyć i dostawać wsparcie?

Właśnie dlatego nawet jako agnostyczka byłam przeciwna traktowaniu aborcji i eutanazji jako wygodnych rozwiązań na poziomie społecznym. Bo to krótkoterminowo działa, ale długoterminowo logika się musi rozjechać – albo społeczeństwo skłoni się ku ochronie słabszych, ale w konsekwencji mniej mu będzie po drodze z aborcją i eutanazją (bo najpierw trzeba próbować innych metod, bo życie jest cenne itd.), albo stopniowo stanie się bardziej bezwzględne, bo śmierć zawsze będzie tańsza niż leczenie tego, kto źle rokuje.

2) Wszelkie realne rozmowy o zmianie systemu wsparcia wymagają po pierwsze twardych danych liczbowych (a nie wrażeń), a po drugie mocy politycznej. Dokładnie komu, ile, skąd. To jest dyskusja poza moim zasięgiem, bo nie mam ani tych wszystkich danych, ani mocy politycznej.
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2019-03-05 12:11

> Ale aborcja nie jest rozwiązaniem problemu wsparcia niepełnosprawnych dzieciaków.


Jestem przeciwniczką aborcji, ale też jestem przeciw zmuszaniu do donoszenia niechcianych ciąż z przestępstw i w obliczu zagrożenia zdrowia dla matki. Rozwiązań należy szukać na wielu frontach, również w antykoncepcji. A tu antykoncepcja nie, decyzja z własnym sumieniem nie, badania prenatalne nie,  tylko jedynie słuszna wiara egzekwowana prawem. Dlaczego?
Nie każdy jest bohaterem, ale jeśli już urodzi, to reszta niech mu pomaga. A tymczasem Instytucja, która wywiera największą presję, co potem daje z siebie? Kto pomagał w najgłośniejszych ostatnio Broniszewicach? Pan biskup jeden z drugim i trzecim, czy ludzie dobrego serca? Kontrast między nauczaniem maluczkich, a praktyką własną jest zbyt duży i wszyscy o tym wiedzą.

> Są już tacy etycy na zachodzie, co postulają „aborcję pourodzeniową”, jako bardziej gruntowne rozwiązanie.


W żadnym razie nie nazwałabym ich etykami!

> jeśli się społeczeństwu nie opłaca, czemu ma żyć i dostawać wsparcie?


Spotkałaś takie postawy? Ja sobie nie przypominam. Miarą wartości społeczeństwa jest jego dbałość o najsłabszych.
Tu społeczeństwo się sprawdza w zbiórkach i akcjach, ale chociaż to ma aspekt jednoczący, nie jest jedyną metodą na wszelkie społeczne zło.
Czy medycyna światowa walczy o poznanie przyczyn dla których ciąże są zaburzone? Coś tam już wiedzą, ale ciągle za mało, bo Natura ich zaskakuje. Skąd to naprawdę się bierze i jak temu zapobiegać? Kiedyś myślałam, że kandydaci na rodziców powinni mieć badane geny, aby nie przenosić tych kancerogennych, ale co z niepełnosprawnością nabytą jest też i też trzeba o niej z uwagą myśleć. Co z patologią i poczęciami w stanie upojenia i picia na potęgę dalej? Ile  by było do zrobienia. Jakoś nie słyszałam u pani G. aktywistki, żeby nad czymkolwiek się zastanawiała. Pracuje (by nie powiedzieć kłapie) językiem  na lewo i prawo, jak wyuczona papuga, bez wyciągania wniosków.
Odnośnie tego, co wyżej...Mam tylko pewne dylematy, czy jak ktoś nosi gen chorobotwórczy, ktoś inny ma prawo zabraniać mu posiadania dzieci? Nie umiałabym zawyrokować jednoznacznie? Chyba  podjęłabym decyzję z ciężkim sercem, ale bym podjęła. Adopcja byłaby  wyjściem?
Jeśli dane było człowiekowi, że poznał geny, to po to by ulepszać ludzkość, a nie osłabiać z pokolenia na pokolenie.
Kiedyś sama przyroda decydowała - ci co przetrwali, byli mocni?
No wiem, znowu odbiegam, ale każda dyskusja 'na temat' ma swoje wtręty.
Zagadujemy wątek, przepraszam, ale może przez to wypływa, zamiast spadać na dół.
Może pod każdą wypowiedzią odświeżajmy link. Dajmy pomoc, bo mała jakoś tak się naprawdę ładnie uśmiecha, jakby dziękowała. :-) Tylko nie pisz swoim zwyczajem, że jakby się nie uśmiechała, to itd...itp...:-) :-)
https://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/wiktoria_idzikowska_10265.html
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-05 13:40 Zmieniony 2019-03-05 13:53

> jestem przeciw zmuszaniu do donoszenia niechcianych ciąż z przestępstw i w obliczu zagrożenia zdrowia dla matki


Co ma zerowy związek z bieżącym przypadkiem oraz bardzo, bardzo nikły z opieką nad dziećmi ON. To jest już fest inny temat. Chcesz go znów ze mną odgrzewać, to w innym wątku. Dlatego też nie odnoszę się tutaj do Broniszewic, biskupów itd.

> A tu antykoncepcja nie, decyzja z własnym sumieniem nie, badania prenatalne nie,  tylko jedynie słuszna wiara egzekwowana prawem. Dlaczego?


Żadna z tych rzeczy nie miała związku ani z przypadkiem Wiktorii, ani moim – a szerzej z losem wielu dzieciaków z niepełnosprawnością nie-genetyczną, statystycznie mało prawdopodobną (a więc nie badaną rutynowo), itp. Możesz mieć najbardziej permisywną aborcyjnie partię polityczną i to zupełnie nie rozwiąże tego problemu.

Nawet jako agnostyczka mówiłabym że raczej przeciwnie – im silniejsza wizja tego, że niepełnosprawności zapewne dało się zapobiec, tym bardziej to osobista wina rodziców. Im bardziej życie z niepełnosprawnością zdaniem rozmówcy wymaga „bohaterstwa”, tym mniej można tego bohaterstwa wymagać – nie tylko od rodziców, ale i od podatników. Tym większa więc skłonność do zaakceptowania rozwiązań mniej kosztownych i organizacyjnie trudnych. A jedno takie zawsze było, od starożytności.

> W żadnym razie nie nazwałabym ich etykami!


A oni siebie tak, na dodatek artykuły naukowe publikują (więc ich zdanie ma większy wpływ na debatę publiczną niż Twoje). No i?

> Spotkałaś takie postawy?


Oczywiście że spotkałam. Wymieniam kilka przykładów:

1) W Holandii akceptowana już jest między innymi tzw. „niedobrowolna eutanazja” dzieciaków z rozszczepem kręgosłupa, jeśli się urodzą (wada przeważnie wykrywana w ciąży) – link do artykułu naukowego. I argument, jak się tam pojawił w debacie publicznej przy kilku głośnych procesach o „niedobrowolną eutanazję” brzmi mniej więcej:

Aborcja embrionu z wykrytą niepełnosprawnością jest moralnie dopuszczalna, eutanazja niepełnosprawnego ze względu na przewidywane cierpienie jest moralnie dopuszczalna, czyli nie ma nic niewłaściwego w pozbawieniu życia człowieka przed jego urodzeniem, ani po jego urodzeniu – wymagamy tylko, aby osoba za niego odpowiedzialna się na to zgodziła. Co jednak, jeśli zdaniem lekarzy pacjent nie rokuje wyleczenia i będzie wymagał stałej, specjalistycznej opieki zdrowotnej, a takiej zgody nie ma? Czy rzeczywiście ktoś prawo domagać się od społeczeństwa kosztownej opieki tylko dlatego, że uważa życie za wartościowe? Oczywiście nie zostawilibyśmy go pod płotem, żeby zdechł, bo jesteśmy ludźmi cywilizowanymi i to by było nie na miejscu, ale należy po cichu skrócić to życie, żeby jednocześnie człowiek nie cierpiał i nie generował społecznych kosztów.

2) Między innymi w USA i Wielkiej Brytanii można się zrzec niektórych zabiegów medycznych ratujących życie – osoby wyraźnie niepełnosprawne spotykają się z presją, żeby się tych zabiegów zrzekać właśnie dlatego, że widzi się w tym wyłącznie wydatek na przedłużenie życia niewartego istnienia (ale bez ich zgody to by było zabójstwo). Pisałam o tym kilka lat wcześniej (link).

3) O tym, że co jakiś czas rodzice niepełnosprawnego dziecka i w Polsce usłyszą, że „powinni sobie zdrowe dziecko zrobić, bo z tego już nie będzie” albo, że ktoś „nie chce oceniać sensu płodzenia takich dzieci” (i odczuwał potrzebę powiedzenia tego rozmawiającemu z nim rodzicowi), to byś sobie sama mogła zweryfikować. Nie mogę zalinkować do prywatnych rozmów które z ludźmi prowadziłam, więc zamiast tego przypadki publiczne: raz i dwa.

Potem się ludzie oburzają, że człowiek powiedział to, co przecież myślał. Gdzie jego maniery? Ale myślisz, że ten wyborca będzie radośnie oddawał podatki na opiekę socjalną, bo „miarą wartości społeczeństwa jest jego dbałość o najsłabszych” czy też raczej będzie coraz bardziej skłonny uważać, że jego podatki nie powinny iść na "takie dzieci" (a potem i "takich dorosłych")? Która z tych postaw jest bardziej spójna wewnętrzne?

4) Nawet ten wątek jest mini-dowodem. Nie ja zaczęłam temat „usuwania z urzędu”, i „bycia za życiem”, a jest. Robiłam co rozsądnie mogłam, żeby raczej iść w ton dotyczący tego co można robić, skoro Mała się urodziła, bo nawet nie miałam ochoty tłumaczyć, że jej przypadek nie kwalifikował się do aborcji, nawet jeśli rodzice byliby za (a tego nie wiem). Ale wszyscy podskórnie wiedzą, że teoretycznie może mogłaby się jednak nie urodzić - więc temat oczywiście wylazł, bośmy tacy miłosierni. Na szczęście akurat padło na rozmowę ze mną, a nie z rodzicami Małej, bo oni mogliby odebrać to bardziej osobiście. Nie będę im więc relacjonować:

„Niektórzy ludzie na forum niepełnosprawnych pytają, czy wy czasem nie jesteście przestępcami, że Wiktorię macie i że w sumie to szkoda, że jej wady nie wyłapano wcześniej, bo można by było usunąć z urzędu, a dzieciobójstwo już w grę nie wchodzi. W ogóle powinniście sobie zrobić badania genetyczne, chociaż nie mieliście żadnych szczególnych podstaw medycznych (bo wtedy prenatalne robi się z urzędu) i sytuacja zaskoczyła wszystkich. Robią tak pomiędzy dyskusjami o tym, jak im państwo powinno dać wyższe renty i więcej rehabilitacji...”
Nadrzędny - Autor amalian Dodany 2019-03-05 14:57 Zmieniony 2019-03-05 14:59
no to se dziewczyny dały :-) . Moim skromnym zdaniem ten temat będzie 'gorący' za trzsta pięćset lat ... reklamy z pierwszych stron gazet bedą zachęcały staruszków, on-ów do wyjazdów w jedną stronę . Rządy nie bedą dawały radę z przyrostem naturalnym i bedą zachęcały do takich wakaji w jedną stronę np. Szkoła przetrwania na wyspie Wielkanocnej, Mont Everest lub skok ze skały z lub bez asekuracji(rosyjska ruletka). Wyjazdy  na Marsa, galaktykę Magellana .Święta Bożego Narodzenia w namioncie Scota lub samolocie Amundsena pod kołem podbiegunowym all exlusive . Mnie tu już nie będzie i dobrze, bo miałbym problem z wyborem opcji ;-)). Ppozdrawiam :-).
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-05 15:10

> no to se dziewczyny dały.


Tak na wszelki wypadek, żeby było jasne - z mojej strony nie chodzi o "danie komuś do wiwatu". Po prostu jestem... nawet nie wiem, jak to określić. Rozczarowana? Domyślałam się, że temat zejdzie na aborcję i miałam nadzieję, że nie (nie wpadłam tylko na to, że na politykę od razu też). Ot, nadzieja matką głupich.

Ale podobno kocha swoje dzieci, więc może coś innego też z tego wątku wyniknie. :-)

Pozdrawiam. :-)
Nadrzędny - Autor amalian Dodany 2019-03-05 15:26
Jestem kochany przez mamusię :-) .
Nie wiedziałem jak zacząć swje rozważanie w temacie . Sorry, że spłyciłem temat, ale muszę przeczytać od początku wiadomośći  tym temacie . Pozdrawiam :-).
Nadrzędny - Autor Iota Dodany 2019-03-05 15:39

> Jestem kochany przez mamusię :-)


Nie wiedziałam, że mam rodzeństwo i to nawet nie z rodzonej matki. :-)
Nadrzędny Autor amalian Dodany 2019-03-05 16:45
wszystkie mamusie są nasze :-).
Nadrzędny - Autor w-zetka Dodany 2019-03-05 15:21
No dały se po razie, ale nie osobiście. Mnie bardziej chodzi o system zmierzający do poprawy sytuacji pod każdym względem, tej, która jest. Przyznaję. Niektóre przytoczone wiadomości, co się dzieje na świecie,  szokują i bardzo przygnębiają .
Hm...Na koniec wyjdzie na to, że lepiej by było tworzyć dzieci w inkubatorach, ściśle kontrolowanym materiałem genetycznym? Byłoby plus minus jak na filmach, rodzice by podchodzili i patrzyli, jak dziecko rośnie, potem zabierali. Świat byłby idealny.....
A tak przy okazji i teraz poważnie, dlaczego rozmowę o systemie odnosić od razu do dnia dzisiejszego i konkretnych ludzi?
Czy badania genetyczne (nie prenatalne) nie mogłyby dotyczyć w przyszłości nawet niedalekiej wszystkich potencjalnych rodziców? Jeśli nie, to dlaczego? Co w tym złego??? 
Nadrzędny Autor Iota Dodany 2019-03-05 15:26

> dlaczego rozmowę o systemie odnosić od razu do dnia dzisiejszego i konkretnych ludzi?


Bo to jest wątek oddzielnie założony, dotyczący bardzo konkretnej informacji o konkretnej osobie. Jak w dziale Porady Centrum Integracji ludzie pytają o swoje uprawnienia to tak samo zazwyczaj nie schodzę na dyskusje polityczne, tylko odpowiadam na ten precyzyjny temat. W związku z czym:

> Czy badania genetyczne (nie prenatalne) nie mogłyby dotyczyć w przyszłości nawet niedalekiej wszystkich potencjalnych rodziców? Jeśli nie, to dlaczego? Co w tym złego??? 


Mogę bez problemu z Tobą o tym pofilozofować, jak będę mieć czas, ale tylko w innym wątku. :-)
Poprzedni wątek Następny wątek Wyżej Wątek ogólne / Kawiarenka / Nietypowa sugestia (673 - wyświetleń)

Powered by mwForum 2.16.0 © 1999-2008 Markus Wichitill